Halo: Reach PDF Drukuj Email
Wpisał Maciej "Hunter" Pajkowski   
wtorek, 24 sierpnia 2010 09:45

Zapowiedź

Praktycznie rzecz biorąc, seria Halo nie jest zbyt popularna w Polsce, chociaż w Ameryce robi wielką furorę. W trylogii opowiadała ona o przygodach superżołnierza, Master Chiefa, którego celem była masowa fagocytacja sił kosmitów, znanych jako Covenant, zaś w „dodatku” ODST, kierowaliśmy komandosem tytułowej jednostki i zajmowaliśmy się w zasadzie tym samym. Niewykluczonym jest, że nowy tytuł może zmienić nastawienie Polaków do serii.

Halo: Reach ma kultywować starą i dobrze sprawdzającą się zasadę – jesteś superżołnierzem stworzonym przez ludzi, otrzymujesz mnóstwo pukawek, zarówno ziemskich jak i nieziemskich, a do tego kilkanaście pojazdów obu frakcji i na wszelkie możliwe sposoby masz usunąć E.T. ze strefy działań. Tak przynajmniej było w poprzednich produkcjach serii, a Bungie - twórcy gry - zamierzają dodać tego wszystkiego więcej. Znacznie więcej.

Halo: Reach

Stary next-gen

Z racji, że Halo 3 kończy się w dość satysfakcjonujący sposób (choć pozwala na kontynuację), developerzy postanowili zakrzywić czasoprzestrzeń i cofnąć się o kilkadziesiąt lat w czasie, by opowiedzieć historię kolejnej generacji superżołnierzy klasy SPARTAN, szkolonych na tytułowej planecie Reach. Gracz wciela się w bezimiennego porucznika B312, Noble Six, świeżego członka specjalnej grupy Noble Team, utworzonej w celu obsługiwania broni cięższej, prototypowej i nieprzystosowanej dla innych żołnierzy. Okres ich działań przypada na szturm obcych ras sojuszu Covenant, pragnących przejąć planetę za wszelką cenę. Co tu dużo mówić, jest wojna. Wojna, którą jak zwykle musimy wygrać.

Nowe starocie

Aby choć trochę zróżnicować grę od trylogii, autorzy postanowili nieco przemodelować znaczną część broni występujących w poprzednich częściach. Tak więc zamiast karabinu szturmowego o ładnym opływowym kształcie, mamy podobnie wyglądający sprzęt przypominający jakiegoś niewielkiego transformera, a pistolet wygląda teraz… właściwie tak samo, lecz znów ma moc rodem z Halo 1. Na dodatek dochodzi kilka nowych, jak np. granatnik czy zupełnie świeży Marksman Rifle o mocy trochę mniejszej niż snajperka i magazynkiem na 12 pocisków. Pojazdy w zasadzie pozostały niezmienione, wyłączając standardowe polepszenie modeli i ich detali. Co ciekawe, Covenant ma teraz do dyspozycji więcej gnatów niż kiedykolwiek wcześniej takich, jak powiększony do rozmiaru karabinu Needler, powiększona i wzmocniona wersja miotacza plazmowego, czy też nowa wyrzutnia naprowadzanych pocisków energetycznych dużego kalibru. Łącznie wszystkich narzędzi zniszczenia będzie w grze około 30. To całkiem sporo, nieprawdaż?

Halo: Reach

Nowi starzy wojacy

W nowym Halo ponownie wcielamy się w Spartana, tym razem serii III (Master Chief z poprzednich części jest wojownikiem klasy II). Dostajemy zatem zupełnie nowy (stary?) pancerz energetyczny, który różni się od tych poprzednich paroma detalami: wyglądem, specjalnymi możliwościami oraz wytrzymałością. Jeśli chodzi o wygląd, to jest to coś pomiędzy zbrojami z Halo 3 a Halo 3: ODST. Dodatkowe funkcje pancerza zastępują przedmioty z poprzednich części i na pewien czas będzie można je aktywować, zwiększając swoje możliwości, np. Armor Lock umożliwiający odcięcie się od świa… tymczasowe przeładowanie tarczy energetycznej, by przez chwilę, nie poruszając się, zyskać nieśmiertelność. Do tego dochodzi jeszcze umiejętność szybszego biegu, plecak odrzutowy pozwalający wznieść się na wyżyny, czapka niewidka umożliwiająca utożsamienie się z Predatorem, czy też przewrót w dowolnym kierunku pozwalający uniknąć zagrożenia. Dochodzi też nowy system zabójstw od tyłu. Teraz wróg, zamiast paść po uderzeniu w plecy kolbą, będzie musiał sobie postać bez ruchu i obejrzeć śliczną animację innego wojownika wskakującego na jego plecy i wykonującego efektownego backstaba. A gdy już ów zabójca zejdzie, ktoś inny na ten czas zaaplikuje mu to samo, bo stał tam przez chwilę i podziwiał show. To może być problemem, a przynajmniej tak było w Multiplayer Becie.

Halo: Reach

Nowa i nie-stara grafika

Halo: Reach korzysta z silnika Halo Engine, tego samego użytego w Halo 3 i Halo 3: ODST, acz twórcy gry zapewniają, że każda jego część została zmodyfikowana i nie dość, że wygląda znacznie lepiej, to jeszcze jest w stanie wyświetlić dwa razy więcej NPC i efektów. Mocno zmodyfikowany został też system animacji, przez co powinny być jeszcze płynniejsze i mniej sztywne. Efekty pogodowe są jeszcze bardziej realistyczne i lepiej się prezentują. Do zmian w obróbce graficznej doszedł też świeży model mimiki twarzy obsługujący motion capture, dzięki czemu wszystko będzie wyglądało naturalniej.

Halo: Reach

Świat wieloosobowy

Multiplayer będzie w zasadzie bardzo podobny do tego znanego z Halo 3. Tym razem znowu mamy system rang, ale zamiast odblokowywać poszczególne części pancerza możemy je kupić za pieniądze zdobyte podczas walk. Ponadto części zbroi do kustomizacji jest teraz 11 (w Halo 3 raptem 4), zatem Spartanie będą trochę bardziej zróżnicowani. Oczywiście, wygląd nie będzie miał wpływu na rozgrywkę. Dostaniemy także stary, dobry Theater mode umożliwiający przeglądanie z dowolnej perspektywy rozegranych partii, zarówno kampanii, jak i meczy multiplayerowych. Szczególnie przydatny by przekonać się, że ten cholerny t3hKillz0r wcale nie czitował. Do tego dochodzi znany z ODST tryb Firefight oraz mocno przemodelowany edytor map - Forge - teraz jako Forge World. Zmiany w szczególności polegają na obszarze prac – nie są to już zwykłe mapy, na których możemy pozmieniać parę rzeczy. Teraz to jeden ogromny świat położony na jednym z pierścieni Halo, który możemy edytować do woli. Poprawiony został też model rozstawiania elementów, toteż tworzenie nowych map powinno być teraz przyjemnością. Tak więc czy warto czekać? Według mnie, jak najbardziej. Zwłaszcza, że nowy projekt ze stajni Bungie ujrzy światło dzienne już 14 września tego roku. Tylko na konsoli Microsoftu.

Platforma: X360
Producent: Bungie
Gatunek: FPS
Premiera: 14 września 2010

Komentarze

Aby dodać komentarz musisz się zalogować.