| East India Company: Antologia - PC |
|
|
|
| Wpisał Łukasz "Ancient Lord" Biel |
| poniedziałek, 30 sierpnia 2010 11:05 |
|
Od kiedy sięgam pamięcią uwielbiam gry o tematyce pirackiej, odkrywaniu nowego świata, czy po prostu okrętach tamtej epoki. Także i teraz zapragnąłem dostać w swoje ręce grę East India Company. Marzyłem o czymś innowacyjnym – grze z piękną grafiką chwytającą za serce, ciekawą fabułą i nieliniową rozgrywką. Co otrzymałem? Przekonajcie się sami. Morze jest głębokie i szerokieJak sama nazwa wskazuje – gra podejmuję temat Kompanii Wschodnio Indyjskiej, zatem nie mogłem liczyć na rozwinięty tryb militarny. Gra skupia się głównie na ekonomii, imporcie i eksporcie poszczególnych towarów. Nie sposób jej postawić obok takich produkcji, jak Port Royale, czy Piraci Nowego Świata (oczywiście chodzi o jedynkę- dwójka już nie była ekonomiczną strategią). HUD w grze do bólu przypomina ten z Port Royale 2 – i na tym podobieństwa się nie kończą – tak samo jak we wspomnianej grze, tak i tutaj za automatyczne rozegranie bitwy nie dostaniemy tylu punktów doświadczenia, co w bitwie prowadzonej przez nas osobiście. Nie będziemy także mieli możliwości zebrania potencjalnych łupów. Jest wiele dodatkowych rozwiązań, jak możliwość wyrzucenia towarów za burtę, by szybciej przedzierać się przez odmęty oceanu, a nasi kapitanowie zyskują doświadczenie i rozwijają wybrane przez nas umiejętności. Także terytorium działań jest inne, obejmuje ono bowiem południowe wybrzeże Azji, Afrykę oraz Europę. W innych grach tego typu terenem naszych działań są Karaiby, więc East India Company pozytywnie mnie zaskoczyło. Niemniej jednak przez całą grę miałem przed oczami chwile spędzone z PNŚ i PR. Ahoj marynarze!Jak sama nazwa wskazuje, dostajemy kilka produktów powiązanych z podstawką. Głównie są to dodatkowe kampanie, ale również znalazła się tutaj unikatowa perełka – historyczna Bitwa o Trafalgar. Pierwsze, co zrobiłem po samouczku, to odpaliłem właśnie tę bitwę. Niestety, nie dane mi było posmakować tej przygody – wyskakiwał błąd grafiki, z którym nie dało się nic zrobić. To dziwne, że gra całkiem nowa ma takie problemy z niekompatybilnością grafiki na całkiem mocnym sprzęcie. Na szczęście inne elementy pakietu nie miały już takich problemów z moją konfiguracją. Zacząłem grać w jedną z kampanii. Do wyboru mamy aż osiem frakcji – tradycyjnych Brytyjczyków, Francuzów, Portugalczyków, Hiszpanów, Szwedów, Holendrów, a nawet Prusów. Jak w każdej grze tego typu, mój wybór padł na Wielką Brytanię. Szybko obejrzałem cele kampanii i trochę się zawiodłem. Broń Boże, nie zawiodłem się logiką zadań, ani ich głupotą – żadna z tych rzeczy nie miała miejsca. Po prostu szkoda, że żadne zadanie główne nie nawiązuje do walki i mają ekonomiczny polot – czyli rzetelna praca, bez rewelacji. Wszystkie cele były w stylu „Sprowadź 10000 kg porcelany do swojego rodzimego portu” i tak dalej. Na szczęście, w zadaniach pobocznych była mowa o przejmowaniu portów i blokowaniu szlaków handlowych innych państw, ale nie to było priorytetem twórców w ich kampaniach. Kurs na Indie!O tyle dobrze, że autorzy dali graczom wolną rękę – nie mamy żadnych ograniczeń oprócz czasu, który płynie nieubłaganie oraz przeciwników, którzy w końcu zechcą zmieść z tego świata naszą nację, jeśli my nie zrobimy tego z nimi. Musimy się więc spieszyć, bo na wykonanie wszystkich zadań mamy niewiele czasu. Sto pięćdziesiąt lat tylko z pozoru wydaje się być długim okresem czasu nie do zapełnienia. W rzeczywistości okręty to nie samoloty – ich podróże trwają długo, a produkcja, dyplomacja i podobne sprawy również skutecznie zatrzymują nas przed wypełnieniem zadania w terminie. Kiedy rum zaszumi w głowie…Żaliłem się w sprawie koncepcji całej gry. Owszem, jest strasznie zerżnięta z innych produkcji tego gatunku o podobnej tematyce, ale teraz czas na pochwały. Zacznijmy od grafiki - tutaj panowie z Paradox Interactive odwalili kawał dobrej roboty. Główna mapa jest wykonana w pełnym 3D. Nasze statki płyną po falującym oceanie, a nad miastami powiewają flagi symbolizujące nację. W morzu odbija się niebo (nie jest widoczne, ale odbicia to jest coś!), a także statki, które bujają się pędząc do wyznaczonego celu. Tu jest dobrze. …cały świat nabiera treści…Prawdziwe skrzydła silnik graficzny rozwija przy bitwach w czasie rzeczywistym. Oddalając kamery widzimy przepiękne niebo, a także morze, które dostosowuje się do pogody oraz naszą flotę na tle tego pięknego krajobrazu. Statki rozwijają majestatyczne żagle, a załoga biega po pokładzie wykonując własne zadania. Pięknie wygląda początek bitwy, gdy okręty spod różnych bander płyną powoli do siebie, by za chwilę stoczyć krwawą bitwę. Przyczepić się można jedynie do fal, które wyszły nader tragicznie. Są płaskie i jednostajne. Absolutnie mi się nie podobały i zepsuły to, co gra prezentuje pozostałymi aspektami krajobrazu. Mimo, ze jest to gra ekonomiczna, to elementy walki zostały świetnie rozwiązane. Mamy łatwą kontrolę nad całą flotyllą, a także możliwe jest ustawienie statków w jednej z podstawowych formacji. Często liczy się tutaj taktyka, ale nie rzadziej zwycięża rzeczywista siła i szybkość. Uwielbiam walki w tej grze – zdecydowanie bardziej podeszły mi tutaj, niż w Port Royale. Raz byłem na wozie, raz pod wozem. Czasem miażdżyłem bezwzględnie przeciwnika, nie dając mu najmniejszych szans na przetrwanie, a innym razem to ja byłem ofiarą i musiałem się szybko ewakuować wyrzucając sporą część towarów na burtę, by nie tracić głupio okrętów. …wtedy chętniej słucha człowiek morskich opowieściDrugą pochwałę muszę przyznać za oprawę audio. Salwy z dział rewelacyjnie huczą w głośnikach, zagłuszane czasem przez łopot żagli na wietrze. Wszystkiemu temu przygrywa wesoła muzyka znana wszystkim tym, dla których Karaiby i pirackie okręty to drugi dom. Soundtrack jest skoczny, wesoły, ale też nie nachalny – leci sobie w tle nie przeszkadzając nikomu jednocześnie kojąc nasze uszy. Dopowiem jeszcze, że jest do przesłuchania na płycie z grą. Bardzo przyjemny gadżet. Zawijając do portuReasumując - gra jest naprawdę warta zakupu. Za 50zł otrzymujemy pełną wersję, trzy dodatki oraz Fan Kit zawierający soundtrack, trailery, tapety i inne podobne cuda. East India Company to udany klon Port Royale wzbogacony przez nowe pomysły, podszlifowany do granic możliwości i okraszony bardzo przyjemną grafiką. Sam jeszcze wracam do grania, a Was zachęcam do kupna – jest wart swojej ceny. A jeśli nie graliście w żadną część serii Port Royale, to dodajcie do oceny dwa oczka. Ahoj! 7
8+
7
7/10
+ Grafika + Muzyka i dźwięki + Wiele ciekawych pomysłów + Pierwsza gra w takich klimatach od kilku lat + W pudełku wraz z grą dodatki i Fan Kit - Zbyt wiele inspiracji serią Port Royale - Mało zadań czysto militarnych - Kilka aspektów grafiki nie powala Producent: Paradox Interactive
Gatunek: Strategia
Cena: 49,99 zł
Wymagania: P4 1.6Ghz, 1GB RAM, 128MB SM 2.0, 6GB na HDD
|
|
Dodano: wtorek, 02 listopada 2010
Dodano: piątek, 24 września 2010
Dodano: poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Dodano: piątek, 27 sierpnia 2010
Dodano: poniedziałek, 23 sierpnia 2010
|
|
Dodano: środa, 01 września 2010
Dodano: wtorek, 24 sierpnia 2010
Dodano: sobota, 14 sierpnia 2010
Dodano: czwartek, 12 sierpnia 2010
Dodano: środa, 14 lipca 2010
|
|
Dodano: poniedziałek, 30 marca 2009
Dodano: poniedziałek, 30 marca 2009
|
|
Dodano: piątek, 12 lutego 2010
Dodano: piątek, 12 lutego 2010
Dodano: piątek, 12 lutego 2010
Dodano: piątek, 12 lutego 2010
Dodano: piątek, 12 lutego 2010
|
|
Dodano: czwartek, 26 sierpnia 2010
Dodano: piątek, 30 lipca 2010
Dodano: sobota, 03 lipca 2010
Dodano: piątek, 02 lipca 2010
|
|
|
Komentarze