|
|
| Podsumowanie roku 2009 okiem Diviego |
|
|
|
| Wpisał Dawid "Divi" Bąk |
| piątek, 12 lutego 2010 16:31 |
|
W 2009 roku na światło dzienne wyszło wiele ciekawych tytułów. Osobiście grałem może w jakąś ich marną namiastkę, ale zawsze coś. Pierwszą grą, o której chciałbym wspomnieć, jest Empire: Total War – strategia ze znanej serii, która wypracowała sobie markę. Po premierze ludzie narzekali na to, że gra jest cholernie zabugowana. Po wielu łatkach jakimś cudem można było spokojnie pograć, nie bojąc się o to, że zostaniemy wywaleni do pulpitu. Kolejną grą, którą zapamiętałem, jest Burnout Paradise. Pierwsza wersja tej gry, która ukazała się na komputerach. Po pierwszym odpaleniu wgniotła mnie w fotel – ta ładna grafika, świetne samochody, no i oczywiście piękne kraksy. Podniebne akrobacje jeszcze podkręcają cały ten klimat Paradise City. Jednak jest coś, co mnie bardziej urzekło w tej produkcji, a mowa oczywiście o soundtracku. Świetne połączenie rockowych kawałków z muzyką klasyczną i innymi gatunkami – muzycznie nic nie przebije Burnouta. Risen to kolejna świetna gra, która ukazała się w 2009 roku. Niezła fabuła, piękna grafika i nieziemska optymalizacja pokazały, że twórcy niezapomnianego Gothica wciąż potrafią stworzyć bardzo dobrego RPG-a. Do rąk wpadły mi również takie gry jak Batman: Arkham Asylum oraz przygodówka Tales of Monkey Island – obie okazały się hitami w swoim gatunku. Teraz chciałbym wspomnieć ten rok muzycznie. Oczywiście nie wszystkie płytki wpadły mi w ręce, ale uwzględnię tutaj moje ulubione. Po pierwsze płyta Ortegi Cartel – Lavorama, która ma niezwykły klimat i wciąż świetnie się jej słucha. Bardzo dobre bity, piękne teksty oraz wielu ciekawych gości pokazują, że Polacy za granicą potrafią zrobić o wiele więcej niż zmywanie naczyń. Następnie wpadła mi w łapki debiutancka płyta undergroundowego mistrza – TeTrisa pt. „Dwuznacznie”. Koleś ma świetny flow i zapał do tego, co robi oraz świetnie sprawdza się jako MC oraz producent. Teksty potrafią zaskoczyć, a kawałek „MaMa” całkowicie mnie zagiął. Również goście na płycie nie zawiedli – przede wszystkim O.S.T.R., a poza nim Łona oraz W.E.N.A. Cztery kawałki bit zawdzięczają Ostremu. Świetną płytą była płyta Warszafskiego Deszczu - Powrócifszy. Cholernie u mnie padało przez tych ziomków, lajtowy flow i podejście, no i wyczekiwany powrót duetu Numer Raz i Tede. Na wzmiankę zasługuje również wydanie płyty "Powrócifszy", które zostało wydane na winylu na nowych bitach O.S.T.R.-a pod tytułem "Podostrzyfszy". Również "Note2" Tedego jest niezłe, ale jest to płyta, która momentami mnie totalnie zanudzała i prawie zasypiałem. Trafiają się oczywiście perełki, ale ktoś się tutaj nie postarał. Kolejną płytą była druga solowa płyta Numera Raza – Ludzie, Maszyny, Słowa. Krótko mówiąc – koleś lubi wąchać winyl i jest zawsze spoko. Później ukazała się płyta 52 Dębiec – T.R.I.P., w której chłopaki ruszyli w troszeczkę inną stronę niż konwencjonalny rap. Płyta raz jest mroczna, a raz promienieje światłem i szczęściem. Wspomnieć należy również o płycie O.S.T.R.-ego "O.C.B.". Wielu twierdzi, że tą płytą Adam pokazał swoją powtarzalność, która trwa od kilku dobrych lat. Według mnie wciąż jest to dobry O.S.T.R., którego warto posłuchać (ciekawe teksty z przekazem oraz bardziej lajtowe kawałki o niczym). O.C.B. Familia H.P. - 42 to jeszcze jedna płyta, którą dorwałem w poprzednim roku. Samo intro do płyty zachęca do zapoznania się z całością, a kawałek "Obiecana Ziemia" powala na kolana. Chłopaki z Łodzi postarali się i pokazują, że ŁDZ to miasto świetnych artystów. Zagraniczne płyty dla mnie to przede wszystkim powrót Eminema ze swoim Relapse. Wyprodukowana przez samego Eminema oraz Dr. Dre płyta zadowoliła większość fanów Slim Shady'ego, który tekstowo się postarał. Znalazły się tutaj kawałki poważne o poważnych tematach (np. "Bagpipes from Bagdad"), ale nie zabrakło jednej piosenki typowej dla Eminema, która wyśmiewa amerykańską popkulturę ("We Made You"). Relapse Snoop Dogg również wydał nową płytę w 2009 roku. "Malice N Wonderland" z początku wydawało mi się troszeczkę dziwne (Intro, w którym zaprasza nas syn Snoopa do przesłuchania płyty), ale po dwukrotnym przesłuchaniu udało mi się wydobyć starego Snoop Dogga. Ten nowy wciąż testuje różne rytmy R'n'B (o country z poprzedniej płyty już nie wspominam) i trochę denerwuje fanów, którzy chcą starego flow, które w pewnym stopniu zatarło się po albumie "Tha Blue Carpet Treatment". Przesłuchałem również "Before I Self Destruct" 50 Centa, ale rzadko gości ona u mnie na głośnikach/słuchawkach. W zestawieniu nie uwzględniłem wielu rzeczy, ale nie ma co się rozwadniać nad czymś, co już minęło. Zabrakło tutaj oczywiście filmów, ale w tym roku była ich taka masa, że nawet nie wiem czy wrzuciliby mnie do tego numeru. Rok uznaję jako udany i wracam do życia nowym, 2010 rokiem. |
|
Dodano: wtorek, 02 listopada 2010
Dodano: piątek, 24 września 2010
Dodano: poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Dodano: piątek, 27 sierpnia 2010
Dodano: poniedziałek, 23 sierpnia 2010
|
|
Dodano: środa, 01 września 2010
Dodano: wtorek, 24 sierpnia 2010
Dodano: sobota, 14 sierpnia 2010
Dodano: czwartek, 12 sierpnia 2010
Dodano: środa, 14 lipca 2010
|
|
Dodano: poniedziałek, 30 marca 2009
Dodano: poniedziałek, 30 marca 2009
|
|
Dodano: piątek, 12 lutego 2010
Dodano: piątek, 12 lutego 2010
Dodano: piątek, 12 lutego 2010
Dodano: piątek, 12 lutego 2010
Dodano: piątek, 12 lutego 2010
|
|
Dodano: czwartek, 26 sierpnia 2010
Dodano: piątek, 30 lipca 2010
Dodano: sobota, 03 lipca 2010
Dodano: piątek, 02 lipca 2010
|
|
|
Komentarze